21. listopada A.D. 2017 Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth. Pleni sunt caeli et terra gloria Tua.
Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. (Iz 6,3)     


   Chcę otrzymywać ciekawe
   wiadomości na e-mail:

    

Wywiad z ks. prof. Maciejem Zacharą


Wywiad z ks. prof. Maciejem Zacharą, marianinem, dr liturgiki, wykładowcą w seminariach duchownych, odprawiającym Mszę św. w dwóch rytach: zwyczajnej i nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego oraz w rycie bizantyjsko-słowiańskim, autorem komentarzy w „Oremus” oraz prowadzącym blog liturgiczny „Zasypywanie przepaści” na portalu liturgia.pl.

1. Odprawia ksiądz Mszę św. w nowym rycie, ale w swojej posłudze kapłańskiej celebruje także ksiądz świętą liturgię w starym rycie i rycie bizantyjsko-słowiańskim. Czy celebracja w rycie trydenckim[nadzwyczajna forma rytu rzymskiego - przypis red.]  jest tylko powrotem do muzeum, czy - zgodnie ze słowami papieża Benedykta XVI - może prowadzić  do wzajemnego ubogacania obu form rytu rzymskiego i liturgii?

Ani przez moment nie traktowałem celebrowania w dawnym rycie rzymskim, czy też w rycie wschodnim, w kategorii muzealnictwa. Jeżeli ktokolwiek tak by to traktował, byłoby to niezgodne z naturą liturgii i w ogóle z Ewangelią. Liturgii bizantyjsko-słowiańskiej nauczyłem się ze względu na konieczność duszpasterskiej pomocy w neounickiej parafii w Kostomłotach n. Bugiem, kiedy proboszczem był tam nieodżałowanej pamięci o. Roman Piętka MIC, mający wówczas poważne problemy zdrowotne. Natomiast dawnego rytu rzymskiego nauczyłem się z dwóch powodów. Motywem bezpośrednim było spotkanie z osobami z lubelskiego środowiska liturgii tradycyjnej, co zaowocowało decyzją o włączeniu się w posługę duszpasterską. Ale był drugi powód, bardziej podstawowy. Bardzo serio potraktowałem papieski list apostolski „Summorum Pontificum” z 2007 r., znacznie rozszerzający możliwość celebrowania tradycyjnej liturgii. Tego listu naprawdę nie można sprowadzać do taktycznego posunięcia dla pozyskania Bractwa św. Piusa X ani też do jakiejś wielkodusznej koncesji na rzecz przywiązanych do dawnej liturgii katolików. Nazwanie dawnej liturgii „formą nadzwyczajną rytu rzymskiego” jest przyznaniem, że ta liturgia cały czas pozostaje wyrazem wiary Kościoła i częścią jego żywej tradycji.

2. Jakie doświadczenia wniosła ta forma rytu rzymskiego w Księdza przeżywanie Najświętszej Ofiary?

Mam bardzo mocne poczucie, że to nie ja prowadzę liturgię, ale że ja sam jestem przez nią prowadzony. Chcę też wyraźnie zaznaczyć, że nie mam poczucia zniewolenia rubrykami Mszału. Niektórzy starsi księża mówią, że mieli takie poczucie, jak również lęk przed jakąś pomyłką, w efekcie czego wracali po Mszy do zakrystii wyczerpani psychicznie. Ja niczego takiego nie odczuwam. To doświadczenie bycia prowadzonym przez liturgię wpływa również na styl sprawowania liturgii w formie zwyczajnej, posoborowej, pomaga mi unikać pokusy postawienia się w pozycji prowadzącego czy też kreatora liturgii, co kiedyś mi się dość często zdarzało (krótko po święceniach miałem za punkt honoru być kreatywnym, zmienić zawsze jakiś szczegół w obrzędach mszalnych). Poza tym bardzo sobie cenię modlitwy Mszału Piusa V, dla których nie znalazło się miejsce w Mszale posoborowym: np. cudowny Psalm 43 (42) u stopni ołtarza albo modlitwy ofiarowania darów, które mocno podkreślają, że Msza święta jest ofiarą przebłagalną czy też wspaniałe wersety biblijne towarzyszące Komunii świętej.

3.Wiele osób nie wie czym jest ryt trydencki [nadzwyczajna forma rytu rzymskiego - przypis red.], gdyż od ponad 40 lat nie jest on używany w kościołach w Polsce, ich szczególną obawę budzi łacina oraz inne formy udziału wiernych w czasie takiej Mszy. Jak ksiądz scharakteryzowałby główne różnice między Mszą św. wg Mszału Pawła VI (posoborową) a Mszą św. wg Mszału bł. Jana XXIII (przedsoborową)?

Może nie będę mówił o szczegółowych różnicach. Zamiast tego przywołam słowa mojego profesora z rzymskiego „Anselmianum”, o. Cassiana Folsoma OSB, amerykańskiego liturgisty, który mniej więcej tak ujął różnicę między obiema formami liturgii: Liturgia posoborowa kładzie nacisk na prostotę, zrozumiałość, czynny udział wszystkich, co jest jakby mówieniem prozą. Z kolei dawniejsza liturgia, posługująca się w większym stopniu milczeniem, symboliką, akcją rytualną bez słów, jest jakby mówieniem poezją. Człowiek poznaje zarówno racjonalnie, jak też intuicyjnie; potrzebuje zarówno prozy jak i poezji.
                     
4. Jakie widzi Ksiądz praktyczne konsekwencje wezwania papieża Benedykta XVI o hojne otworzenie serc na przyjęcie starej, wielowiekowej tradycji celebrowania Mszy św.? Jaki oddźwięk znajduje to wezwanie w Polsce?

Trudność polega na tym, że dominują dzisiaj dwie czarno-białe wizje najnowszej historii liturgii, bazujące na radykalnej opozycji liturgii przed- i posoborowej oraz na czarnych stereotypach dotyczących jednej bądź drugiej formy liturgii. Dla jednych wszystko co było przed reformą, było idealne, a reforma liturgii to samo zło i przyczyna całego kryzysu w Kościele. Dla drugich, odwrotnie, wszystko co było przed reformą jest samym złem, a reforma oznacza szczęśliwe zerwanie z przeszłością i stworzenie nowej idealnej liturgii. Obie wizje są nieprawdziwe. Liturgia posoborowa, choć mająca znaczące elementy nowe, to jednak, jako całość, nie jest kreacją z niczego, tylko dość radykalną reformą liturgii wcześniejszej. Sobór wzywał do dokonania odnowy liturgicznej i ten impuls niewątpliwie pochodził od Ducha Bożego, gdyż praktyka liturgiczna oraz liturgiczna pobożność były na niskim poziomie. Natomiast gruntowna reforma obrzędów po Soborze była już konkretnym sposobem realizacji tej odnowy, wcale nie jedynym możliwym. Jako akt kościelny, potwierdzony autorytetem papieża Pawła VI, reforma była prawomocna i ortodoksyjna. Natomiast będąc dziełem ludzkim może jednocześnie podlegać krytycznej ocenie. Osobiście jestem przekonany, że obok decyzji bardzo dobrych, podjęto także inne, mniej szczęśliwe, zwłaszcza nie wystarczająco brano pod uwagę wezwanie Soboru, by nowości wprowadzać tylko w razie konieczności i tak, by formy nowe niejako organicznie wyrastały z już istniejących (KL 23). Niewątpliwie liturgiczna działalność Ojca Świętego zmierza do przezwyciężenia tej szkodliwej opozycji: liturgia przedsoborowa / liturgia posoborowa oraz, w dalszej perspektywie, do dokonania jakiejś korekty posoborowej reformy liturgii. Wyraźnie o tym mówił w maju na kongresie w Rzymie kard. Kurt Koch, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Jeszcze raz przywołam słowa ojca Folsoma, który powiedział, że obie formy liturgii to jak dwie osoby, które dotąd były sobie obce, a teraz mają szansę zamieszkać blisko siebie i się ze sobą zaprzyjaźnić. Ja bym dodał, że obie formy liturgii są jak dwie bliskie krewne, które żyły dotąd daleko od siebie i nie chciały się znać, a teraz mają szansę poznać się i odkryć swe pokrewieństwo.

5. Jak "zreformować reformę" czyli jak wydobyć piękno i godność celebracji nowego rytu szukając w nim organicznej ciągłości z wielowiekową celebracją liturgii a nie szukaniem TYLKO adaptacji do współczesnego świata? Czy można celebrować Novus Ordo ku wschodowi czy też będzie to odwracanie się tyłem do ludu wiernego - pytanie ważne w naszym kościele, który - być może przypadkowo - jest orientowany (na wschód).

         Posłużę się tytułem jednego z dokumentów Stolicy Apostolskiej nt. odnowy życia zakonnego: „Rozpocząć na nowo od Chrystusa”. To Chrystus i Jego paschalna Ofiara jest ośrodkiem celebracji. On jest Gospodarzem, On jest celebransem liturgii. To jest fundament zarówno soborowego myślenia o liturgii jak też teologii liturgicznej obecnego papieża. A nam się często wydaje, że liturgia po Soborze to nasza własność, którą możemy dostosowywać do swoich doraźnych potrzeb, także religijnych, byle nas zadowalała. Tymczasem liturgia, tak jak i całe orędzie Ewangelii, wcale nie ma nas zadowalać, ona wyzwala nas z nas samych i orientuje całe nasze życie na Chrystusa. To musi być podstawa naszego przeżywania liturgii. A skoro wspomina Pan o ustawieniu kapłana przy ołtarzu, to wspólne zwrócenie się kapłana i wiernych ku wschodowi, czyli ku Chrystusowi (Chrystus – wschodzące słońce: Łk 1, 78) to nic innego jak rytualny wyraz tej rzeczywistości, o której mówimy i nie ma to nic wspólnego z odwracaniem się kapłana plecami do wiernych, taka interpretacja to całkowite nieporozumienie. Praktyka by kapłan stał za ołtarzem twarzą do wiernych narodziła się w XX w. jako próba podkreślenia wspólnotowego charakteru celebracji, ale to weszło jako zwyczaj, nie zostało nigdzie nakazane. Dlatego jak najbardziej można celebrować ku wschodowi i nie jest to żadne łamanie obecnych norm liturgicznych, a stoi za tym wielowiekowa tradycja, wiernie przechowywana w rytach wschodnich, oraz naprawdę głęboka teologia.

Źródło: mszawbrwinowie.blogspot.com



  strona główna  |  mapa serwisu  |  ^góra strony   
Copyright © 2006-2007 SANCTUS.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

Ks. Klaus Gamber
Klaus Gamber - Zwróćmy się ku Panu!
Zwróćmy się ku Panu!

Wykład o Mszy Świętej
Wykład o Mszy świętej
Marcin z Kohem

Pius XII
Encyklika Mediator Dei
Encyklika Mediator Dei
O świętej Liturgii

Księgarnia Katolicka - Dewocjonalia Wałbrzych - Soczewki kontaktowe - Farby Rafil