20. stycznia A.D. 2017 Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth. Pleni sunt caeli et terra gloria Tua.
Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. (Iz 6,3)     


   Chcę otrzymywać ciekawe
   wiadomości na e-mail:

    

Ks. Tomasz A. Dawidowski



 
2. KANON RZYMSKI
 
Jest najważniejszą częścią Mszy, tak iż wszystko co go poprzedza, można by nazwać wstępem do Ofiary, a to co się za nim znajduje - uzupełnieniem i zakończeniem. Słowo canon pochodzi z języka greckiego i oznaczało pierwotnie trzcinę, laskę. Później, w mowie kościelnej nazywano w ten sposób ustawę, regułę prawa, czy normę postępowania; u Ojców - regułę wiary, karności oraz wykaz natchnionych ksiąg Pisma św.; w liturgii - niezmienną modlitwę przeistoczenia.
Canon romanus to najbardziej uświęcona i starożytna modlitwa eucharystyczna Kościoła, która przetrwała w identycznej niemal postaci do czasów obecnych. Odmawiano go powszechnie nie tylko w Kościele zachodnim co najmniej od IV w. Końcowy jego kształt ramowy, mimo nielicznych późniejszych, organicznie wprowadzanych dodatkowych modlitw, wiąże się z papieżem Gelazym I (492-96). Od papieża Grzegorza Wielkiego nie można już wskazać w Kanonie jakiejkolwiek zasadniczej zmiany, a więc około 600 r. odmawiano go tak, jak obecnie. Mimo skąpości świadectw pisemnych z okresu antycznego, Kanon rzymski w swych zrębach sięga zapewne czasów apostolskich, odzwierciedlając myśli Zbawiciela i Jego pierwszych uczniów, zawierając sformułowania typowe dla okresu pierwszych męczenników.
Oprócz jego starodawnego pochodzenia, wydaje się on najbardziej miarodajny wedle zasady Lex orandi lex credendi oraz stanowi najlepszą i najwłaściwszą liturgiczną modlitwę ofiarną, stricte kapłańską i katolicką. Posiada szereg walorów artystycznych, językowych, estetycznych. Nie jest jakiś przypadkowy, czy sztucznie gdzieś ułożony, ale zbudowany organicznie i pełen harmonii. Kanon zdradza porządek według ducha rzymskiego, cieszy się paralelną strukturą, symetrią ułożenia modlitw [patrz rys.]
 

KANON RZYMSKI
 
Consecratio
chleba
+
 
Quam oblationem
epikleza, prośba o przeistoczenie
+ + + + +
 
Hanc igitur
polecenie ofiary N. T.
 
Communicantes
łączność z Kościołem w Niebie
 
Memento
żyjących
 
In primis
wspomnienie kleru, hierarchii
Kościoła wojującego na ziemi
 
Te igitur
Polecenie ofiar Bogu Ojcu przez Chrystusa
+ + +
 
Sanctus
chwała Boża
   +
 
Praefatio
dziękczynienie Ojcu przez Syna
 
Secreta
preludium, uroczyste otwarcie
wina
+
 
Unde et memores
Wspomnienie Odkupienia, anamneza
+ + + + +
 
Supra quae
Wspomnienie ofiar S. T.
 
Supplices + +
Zjednoczenie z liturgią niebiańską
 
Memento
Umarłych
 
Nobis quoque
w łączności z męczennikami Kościoła triumfującego prośba za duchowieństwo
 
Per quem haec
Błogosławieństwo stworzenia przez Chrystusa
+ + +
 
Per ipsum
chwała, doxologia
+ + + + +
 
Pater noster
Modlitwa do Ojca przez Syna
 
Libera
Uroczyste zakończenie, postludium
 

Jego brzmienie jest jakby symfoniczne (w oryginale łacińskim), tkwi w nim piękna prostota i powściągliwość. Wreszcie jasność myśli, precyzja sformułowań, a do tego słowa dokładnie przemyślane i na właściwym miejscu, a także bogactwo nie tylko pod względem teologicznym, ale i poetyckim.
 
Nie dziwi fakt, że Kościół łaciński przyjął w ordo Mszy właśnie tę a nie inną modlitwę za własną. Na wiele stuleci Kanon rzymski, w którym niezliczona rzesza Świętych znajdowała pokarm dla wiary i pobożności, stał się na Zachodzie jedyną we wszystkich Mszach świętych w ciągu roku, oficjalną, powszechnie obowiązującą modlitwą eucharystyczną. [Aż do zmian w 1969/70 r., gdzie stworzono Novus Ordo Missae, w którym Kanon rzymski wprawdzie egzystuje, ale już dość przemodelowany w formie i treści, i jako jeden do wyboru spośród kilkunastu nowopowstałych modlitw eucharystycznych.] W obrządku tradycyjnym Canon romanus stanowi do dziś podstawę (jedyną) celebrowania Najświętszej Ofiary. O. Louis Bouyer stwierdza iż, nie istnieje ani na Wschodzie ani na Zachodzie żadna Modlitwa Eucharystyczna, która przetrwałaby w użyciu aż do naszych dni, która mogłaby szczycić się taką starożytnością. Nie tylko w osądzie prawosławnych, ale również z punktu widzenia anglikanów, a nawet tych protestantów, którzy zachowali pewne wyczucie tradycji, odrzucenie tego Kanonu byłoby równoznaczne ze strony Kościoła rzymskiego z wyrzeczenia się na zawsze do reprezentowania prawdziwego Kościoła. Sobór Trydencki ujmuje: „A ponieważ wypada, aby rzeczy święte sprawować święcie, a ze wszystkich ta ofiara jest najświętsza, [dlatego] w celu godnego jej składania i uczestniczenia w niej, Kościół katolicki przed wielu wiekami ustanowił święty Kanon, tak wolny od wszelkiego błędu, że niczego w nim nie ma, co by jak najbardziej nie tchnęło świętością i pobożnością, i nie wznosiło ku Bogu umysłów tych, którzy składają ofiarę. Na Kanon bowiem składają się słowa samego Pana, jak tradycje apostolskie i nabożne modlitwy wprowadzone przez świętych papieży” (ses. 22, cap. IV).
 
Prefacja
Poprzedza Kanon jako uroczysty przedsłów, przedśpiew. Rozpoczynające i doniośle brzmiące Dominus vobiscum jest innej jakości jak przed zwykłą oracją. Po Orate fratres ma miejsce coś jakby nowego, ważniejszego. Zaczyna się centralna, najbardziej sakralna akcja liturgiczna, która jest tak silna, iż kapłan nie odważa się już więcej odwracać w stronę ludu. Zjednoczona wspólnota eucharystyczna ustawiła się na czele z jej pośrednikiem w jednym kierunku, zwróciła się wspólnie w stronę Pana, adresata kultu liturgicznego. [Praefatio: prae = przed; fatio -> fateor = wyznać, wypowiedzieć. Pre-facja, czyli dzieje się coś przed kimś, tu: uroczysta mowa przed Bogiem] Kapłan stoi w pewnym napięciu wobec transcendencji, przed otwierającym się Niebem. Postawiony w bezpośredniej „konfrontacji” z przyjmującym ofiarę Bogiem, a także oczekujący teofanii, przyjścia Pana.
Zaproszeni przez celebransa do ofiarnego aktu adoracji uczestnicy odpowiadają: Et cum spiritu tuo. Następnie kapłan wznosi wertykalnie i rytualnie ręce do góry, i wzywa: Sursum corda - W górę serca, zwracając naszą uwagę na doniosłość nadchodzących czynności, napominając do czujności, wedle słów pawłowych „Szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus..., nie do tego, co na ziemi” (Kol 3,1-2). Wierni bez wahania: Habemus ad Dominum - Mamy je [wzniesione] do Pana, zgadzając się na bezwarunkowe wzniesienie swej duszy ku Bogu, aby Go wielbić i złożyć Jemu dzięki. Kolejne wołanie: Gratias agamus Domino Deo nostro - Dzięki czyńmy Panu, Bogu naszemu, na które dają odpowiedź: Dignum et iustum est - Godne to jest i sprawiedliwe.
Treść prefacji stanowi dziękczynienie skierowane przez Syna do Ojca za Jego cudowne dzieło stworzenia i odkupienia. Prefacja to wspaniały hymn uwielbienia, uroczysty śpiew na cześć nieskończonego Majestatu Bożego, opiewający Boga w jego wielkich dziełach (magnalia Dei), to cudowna pieśń dziękczynna, za przykładem naszego Pana z Wieczernika. Forma jest krótka i zwięzła. Istnieją różnorodne prefacje, ponieważ motyw dziękczynienia ulega zmianie w ciągu roku liturgicznego, gdzie rozpatruje się daną myśl, wyjętą z Credo. Schemat jawi się jednolity:
1. ogólne uwielbienie Boga,
2. powód szczególny dziękczynienia,
3. nawiązanie łączności z Chórami anielskimi i przejście do Sanctus.
W każdej prefacji znajduje się linia „per quem”, zaznaczająca pośrednictwo Jezusa (niewyraźnie tylko w prefacji o Trójcy).
Uwielbiamy zatem i dziękujemy, a przy tym uznajemy własną niemoc wobec Tego, który jest Panem wszechrzeczy. Wraz z aktem uczczenia Boga łączymy nasze wdzięczne uznanie niezaprzeczalnych łask Bożych, które obficie i darmo otrzymujemy do spełniania dobrych uczynków. Dziękujemy za łaskę wiary.
 
Sanctus
Po podziwie nad dziełami Bożymi (magnalia Dei), zostaliśmy wprowadzeni do Jego istoty. Niebo się otworzyło, przyszła kolej na opiewanie świętości Boga (sanctitas Dei). Kościół wojujący łączy się z Aniołami, by zaśpiewać triumfalne Sanctus na cześć siedzącego na tronie Pana Zastępów, Władcy wszelkiego stworzenia, który jest światłością i źródłem świętości, a którego chwałą napełnione są niebo i ziemia. Trzykrotne „święty” odnosi się do Trójcy Przenajświętszej.
Sanctus podkreśla godność katolickiej liturgii, która bierze udział w liturgii wiecznego civitas Dei; jest jakby drzwiami, wprowadzającymi w Święte Świętych. Nawiązuje do wizji proroka Izajasza (Iz 6, 2-4) oraz liturgii opisanej w Apokalipsie (Ap 4,8 ). Wierzymy, że w tym momencie otwierają się Niebiosa, a Kościół triumfujący łączy się z ziemią w pieśni chwały.
Hosanna i Benedictus przypominają wjazd Jezusa do Jerozolimy, jako Mesjasza i Króla, gromko witanego przez tłumy. „Błogo+sławiony, który przychodzi w imię Pańskie” znaczy tutaj: Pan przychodzi, zstępuje na ołtarz, by ponowić w skutkach dzieło zbawcze, by jak niegdyś w niedzielę palmową, mistycznie cierpieć i umierać.
Przy trzykrotnym wypowiadaniu Sanctus kapłan pochyla się, z powodu wielkości splendoru Bożej świętości. Równocześnie ministrant daje znak dzwonkiem ku uczczeniu Boga, jak i zwróceniu uwagi na przyjście Zbawiciela w tajemnicy ołtarza. W Mszy uroczystej służba liturgiczna udaje się procesyjnie do prezbiterium z zapalonymi świecami, pochodniami, wskazującymi na obecność Pana Jezusa w Eucharystii. Przy Benedictus czynimy znak krzyża, ściągając na siebie błogosławieństwo.
 
Symetria i cisza Kanonu
Kanon rzymski charakteryzuje się budową niemal artystyczną. Przypomina symetrię ustawienia szeregu kolumn we wczesnochrześcijańskiej bazylice romańskiej, gdzie w apsydzie znajduje się centrum wszystkich modlitw - przeistoczenie. Kanon stanowi też jakby szlachetny pierścień, piękną oprawę, przy pomocy której Kościół otoczył najkosztowniejszy kamień - konsekrację. Punktem centralnym dramatu Mszy jest śmierć krzyżowa, słowa przeistoczenia, dookoła których rozłożone są symetrycznie wszystkie pozostałe części (patrz rys.).
Kanon rzymski odmawia się po cichu. W życiu człowieka cisza towarzyszy czemuś niezwykłemu, zadziwiającemu, pięknemu. Gdy dzieje się coś ważnego lub tajemniczego, gdy jest się pod wielkim wrażeniem czegoś (np. zachwycenie się dziełem sztuki) potrzeba ciszy, aby móc w spokoju i skoncentrowaniu dane wydarzenie przemyśleć, rzecz dokładnie obejrzeć i przemedytować. Im większa tajemnica, tym odpowiedniejsze zachowanie.
Religia katolicka nie jest czystą „religią słowa”, ale bierze pod uwagę, iż człowiek - istota złożona z duszy i ciała - potrzebuje ciszy, podobnie znaków, gestów i czynności rytualnych. Liturgia ze swej natury wymaga nie tylko słowa, ale i ciszy, przez którą uzewnętrzniają się święte słowa i znaki. Cisza jest nieodzowna do czynnego wewnętrznego udziału w liturgii. Jest ona nie „od” ale „dla” Boga, daje możność skupienia oraz sprzyja modlitwie i kontemplowaniu rzeczy Bożych.
W czasie prefacji serafini zakrywają swe oczy, a w Sanctus doświadcza kapłan tak wielkiej wspaniałości, potęgi i świętości Boga, że potem jakby już nie potrafił wypowiadać słów na głos. Zaczęło się teraz coś najważniejszego, odbywają się najświętsze czynności, które wiodą do konsekracji, gdzie atmosfera ciszy stwarza ku temu dynamikę i napięcie.
Odmawiając Kanon po cichu, kapłan wyraża co czuje i w co wierzy. Cisza Kanonu jest manifestacją wielkości Boga i niejako konfrontacją z tajemnicami Bożymi. Wskazuje na doniosłość celebrowanych misteriów, podkreśla szczególnie tajemnicę i cud konsekracji. Umożliwia odebranie sacrum jako rzeczywiście sacrum. Pozwala uniknąć inflacji słów, groźby spłycenia i lekceważenia świętych modlitw wobec zdarzającej się ludzkiej lekkomyślności i subiektywizmu. Otacza większym szacunkiem moment przeistoczenia.
Cisza w tej części Mszy podkreśla kapłaństwo urzędowe: odnosi do Jezusa modlącego się w samotności (Mt 14), odosobnionego Mojżesza na Synaju (Wj 19), albo też kapłana izraelskiego, który w imieniu ludu wstępował samemu w Święte Świętych w świątyni jerozolimskiej. Cisza Kanonu nie stanowi dla wiernych trudności, ponieważ gesty kapłańskie i czynności ministrantów, a także niezmienność celebracji i jego modlitw pozwalają im na zorientowanie się, w jakim momencie modlitwy znajduje się kapłan. Cisza posiada zaletę pastoralną: daje uczestniczącym w Mszy pewien obszar wolności, np. do osobistych aktów współofiarowania z Chrystusem, zachętę do modlitwy wewnętrznej. W tym przejawia się pewnego rodzaju elastyczność liturgii tradycyjnej.
 
Znaki krzyża, postawa modlitewna
Modlitwom Kanonu towarzyszy szereg gestów ofiarnych, do których w szczególności należy naznaczanie krzyżem, a tych jest tutaj aż dwadzieścia pięć. W obecnej formie już ponad tysiąc lat znajdują one swe miejsce w rycie. „Przez znaki krzyża kapłan odprawiający Mszę św. uwydatnia Mękę Chrystusa zakończoną na krzyżu (...) Konsekracja eucharystyczna i przyjęcie Ofiary oraz jej owocność płynie z mocy Chrystusowego krzyża. Toteż przy każdej wzmiance... kapłan wykonuje znak krzyża”. [Suma teologiczna III, 83, 5 ad 3.]Ten gest jest więc nie tylko gestem błogosławieństwa, ale również głęboko symbolicznym wyrażeniem tajemnicy Krzyża i mocy Ofiary, co nieustannie uświadamia celebransowi o ofiarnym charakterze Mszy.
Oznaczanie czegoś, gestykulacja odpowiadają naturze ludzkiej, dając możność upływu emocjonalności i uczuciowości. Znaki krzyża w Kanonie wywodzą się pośrednio z starożytności. Regułą oratorów była jedność wypowiadanych słów z gestykulacją rąk. Im ważniejsza była treść danej mowy, im bliższy i konkretniejszy stawał się omawiany obiekt, tym bardziej mówcy narzucał się gest. Podobnie w Mszy - w mowie przed Bogiem - to, co kapłan wypowiada, jednocześnie uzewnętrznia. Np. pierwotnie przy słowach „uti accepta habeas, et benedicas, haec+dona, haec+munera, haec+sancta sacrificia illibata... - przyjmij i pobłogosław te dary, te daniny, te święte nieskalane ofiary”, celebrans równocześnie pokazywał Bogu ręką złożone na ołtarzu dary, co z upływem czasu przyjęło formę krzyży, odnosząc jeszcze ściślej do Ofiary krzyżowej. O ileż bardziej potrzeba po konsekracji tegoż gestu, już jako stricte ofiarnego, gdzie na ołtarzu leży Baranek. Wskazywanie kapłana na ofiary nie ogranicza się tylko do symboliki, ponieważ Bóg spogląda i przyjmuje Ofiarę, by w końcu obdarzyć łaską.
Znak krzyża w Kanonie zarówno Boga błogosławi (bene-dicere = dobrze mówić), jak i sprowadza na człowieka błogosławieństwo, łaskę. Szczególnie po przeistoczeniu, kiedy kapłan jakby otwiera znajdujące się na ołtarzu Źródło wszelkiej łaski, jak źródło życiodajnej wody na pustyni. Otwiera świętą Hostię, ściągając błogosławieństwo na siebie i wiernych zgromadzonych w świątyni.
 
Celebrujący kapłan trzyma ręce wzniesione do góry, co stanowi liturgiczną postawę Kościoła modlącego się i ofiarującego, zarezerwowaną duchowieństwu, którą potwierdzają malowidła w katakumbach. Jest to przede wszystkim gest ofiarny, wedle psalmu 140,2: „Niech modlitwa moja wstępuje jak kadzenie przed Twoje oblicze, a wzniesienie rąk moich - jak ofiara wieczorna”. Przypomina Pana Jezusa z rozciągniętymi rękoma na krzyżu, odnosząc Mszę do Ofiary na Golgocie.
Ręce kapłańskie zostają uroczyście podniesione w prefacji na Sursum corda. W tym momencie gest wzniesienia oznacza oddanie swojej egzystencji, całego siebie Wszechmocnemu Bogu, podobnie jak jeniec oddający się do niewoli, albo dziecko zwracające się w stronę matki do miłosnego objęcia.
 
W czasie Kanonu dobrze jest rozmyślać o Męce Chrystusowej, przenieść się myślami do Wieczernika. Za chwilę bowiem nastąpi ten sam cud, jaki miał miejsce dwadzieścia wieków temu w obecności Apostołów. Kiedy kapłan Bogu w skupieniu ofiaruje, czynimy i my to samo w łączności z nim, polecając potrzeby Kościoła świętego, naszych bliskich i własne.




  strona główna  |  mapa serwisu  |  ^góra strony   
Copyright © 2006-2007 SANCTUS.pl - Wszelkie prawa zastrzeżone

o. Tomasz Kwiecień OP
Modlitwa w stylu retro
Modlitwa w stylu retro
Kanon Rzymski

Księgarnia Katolicka - Dewocjonalia Wałbrzych - Soczewki kontaktowe - Farby Rafil